Gra w cele ilościowe to strata energii

Ustalanie celów ilościowych jest grą, z której nie wynika nic dobrego. Marnuje się energia, cierpi motywacja ludzi i kultura pracy. Gra premiuje kombinowanie a nie zaangażowanie. Chyba już pora spalić niektóre podręczniki…

Pierwotnie artykuł opublikowałem na LinkedIn.

Kto nie zna tej gry? Otwierając stawkę proponujemy mniej niż spodziewamy się osiągnąć po dotychczasowych doświadczeniach. Szef podbija, chce nas „zmotywować” jakimiś kosmicznymi liczbami. Potem negocjujemy. Trzeba się zabezpieczyć, każdy wie, że jeśli zrealizuje duże cele, następnym razem dostanie większe. Motywuje nas nie tyle potrzeba osiągnięć, tylko chęć zabezpieczenia stanu konta. Gdy już cele obowiązują, to co tydzień oglądamy liczby i zastanawiamy sie jakim cudem nie posłuchały…

Ależ tu się marnuje energia. Jaki jest sens uprawianej w firmach praktyki wróżenia? Ważne jest by się starać i walczyć, a nie dobrze zgadywać.

Jest w tym pycha. Jak inaczej nazwać przekonanie, że rzeczy w tak dużym stopniu zależą od naszych działań? Nie pamiętam źródła, ale w zrobionej kiedyś analizie sprawozdań spółek giełdowych wyszło, że zarządy zwykle przypisywały sobie sukcesy, natomiast przyczyn porażek upatrywały w czynnikach zewnętrznych.

Sam najlepsze wyniki ilościowe osiągałem, gdy nie miałem żadnych celów. Nikt nie był wtedy w stanie nadążyć za wzrostem. Nie czułem, że wzrost wynikał z moich działań w danym czasie. Był raczej skutkiem decyzji podjętych dawno temu.

Ponieważ nie wiemy co jest możliwe i tylko niektóre rzeczy zależą od nas, tradycyjnie rozumiane cele ilościowe nie mają sensu.

Żeby to troszkę zmiękczyć powiedzmy, że mówimy o wysiłkach innowacyjnych i działaniu w obszarze rozwoju produktów. Tam, gdzie wszystko jest poukładne i przewidywalne bardzo wielkich zniszczeń cele ilościowe, w zasadzie, nie sieją. A może…

Długo czułem się osamotniony z tym poglądem, zwłaszcza jako szef. Bo jak robić inaczej? Przecież wiadomo, że jak się czymś zarządza, trzeba to mierzyć. Otóż można inaczej. W trakcie lektury książki „Pracować inaczej” Federicika Laloux, natknąłem się na podrozdział, który rozprawia się z tematem. Jego tytuł Żadnych celów ilościowych. Co tam przeczytamy? W wielu firmach tajemnicą poliszynela jest fakt, że kierownicy skrzętnie realizują budżet, by nie zostało im nic na koncie pod koniec roku, wydając pieniądze nawet na nieważne rzeczy. Znacie to, prawda?

Laloux pisze też:

Cele ilościowe są problematyczne co najmniej z trzech powodów:

1. Przyjmują założenie, że można przewidywać przyszłość.

2. Wypaczają nasze zachowanie, oddalając nas od wewnętrznej motywacji

3. Powodują zawężanie naszej zdolności do wyczuwania nowych możliwości

Oczywiście można powiedzieć: jeśli nie umiesz wróżyć, poszukaj sobie innej roboty.

Można też olać wewnętrzną motywację ludzi, w końcu w pracy chodzi o kasę (to bez sensu, ale załóżmy). Jednak pomyślcie o możliwościach. Naprawdę chcemy z nich zrezygnować? Laloux: nawet w przypadku samodzielnie wyznaczanych celów wyrażonych liczbami musimy być ostrożni, by nie skupiać się tylko na osiąganiu mierzalnych wyników. Musimy pozostać otwarci na nieoczekiwane nowe sytuacje…

Jest jakąś skrajnością wyznaczanie i trzymanie się celów w cyklu rocznym. Tego już dawno nie powinniście robić…

I tu zaczyna się trudna część – powyższe nie oznacza bowiem, że nie należy mierzyć rzeczy ani stosować liczb przy stawianiu celów. Jeśli się czymś zarządza, trzeba to mierzyć – żeby wiedzieć, jak się zmienia. Tak ten problem rozwiązują OKRy, metoda wyznaczania celów z Google. Tu cele przede wszystkim są jakościowe. KR to miary, wskaźniki ilościowe, które stosujemy, żeby się dowiedzieć, jak daleko zaszliśmy w stosunku do zamierzeń… lub ambicji. Mierzymy w nich wysoko, a weryfikacja jest tu pretekstem do rozmowy o tym, co robić lepiej.

Nie stosuje się w OKRach celów ilościowych również po to, żeby nie tracić energii i by był możliwy większy postęp. Miary muszą być ambitną próbą sięgnięcia po niemożliwe. W związku z tym nie powinno się ich wiązać z premiami ani karami. Między innymi tym OKRy różnią się od powszechnie stosowanej wersji MBO. Z drugiej strony to jest tylko źle zrozumiane MBO….